Nasza świadomość, jako konsumentów, jest coraz większa. W każdej kategorii szukamy produktów, które są dla nas najlepsze. Szczególnie dotyczy to zakupów spożywczych. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nawet przy produkcji warzyw czy owoców używa się chemii, która stopniowo niszczy nasze zdrowie. Chcąc jej unikać szukamy upraw ekologicznych. Jednak w wielu pozostałych kwestiach nasza świadomość dotycząca składu produktów nie jest na najwyższym poziomie. A czytanie składów powinno być priorytetem podczas zakupów. Tym razem przychodzę wam z pomocą i podpowiem wam, które „E” są złe, a których nie należy się bać.

Czym są E?

E to dodatki do żywności, które są wykorzystywane przez producentów produktów spożywczych. Lista E jest tworzona przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności. Dodaje się ją do odpowiednich dyrektyw Komisji Europejskiej. A co oznacza sama litera E? To po prostu oznaczenie kontynentu, z którego pochodzi czyli Europy 🙂

Każdy producent, który chce, aby dodatek znalazł się na liście, musi spełnić trzy warunki:

  • dodatki nie mogą zagrażać zdrowiu człowieka,
  • istnieje technologiczna konieczność jego zastosowania,
  • dodatek nie może wprowadzać konsumentów w błąd.

Każde dopisanie do listy wymaga przedstawienia opracowanych dowodów naukowych. Dlatego też teoretycznie każdy produkt, który oznaczony jest hasłem E, nie powinien nam szkodzić. Niestety rzeczywistość jest inna.

Gdzie znajdziemy E?

Najwięcej E znajdziemy w produktach gotowych czyli zupkach chińskich i gotowych daniach. Jeżeli chcemy wszystkie zbędne dodatki wyeliminować z naszej diety, najlepiej wybierać półprodukty, które posłużą nam do samodzielnego przygotowania pełnowartościowego posiłku.

Warto też wybierać produkty z upraw ekologicznych, ponieważ wtedy mamy też pewność, że nie stosuje się do nich pestycydów, które również szkodzą naszemu zdrowiu.

Rodzaje E – podział na kategorie

Gdy zajrzycie do swojej lodówki z pewnością znajdziecie nie jeden produkt, na którym opisano skład, a wśród poszczególnych składników wymieniono literę E. Przez wiele lat media bombardowały nas informacjami, że należy unikać produktów, które zawierają E ponieważ to sama chemia i zło. Jednak nie do końca jest to prawda! Wiele z nich to często naturalne składniki, takie jak witamina C, która po prostu ma swoje oznaczenie. Dlatego zanim pozbędziesz się z lodówki wszystkiego, przeczytaj ten artykuł do końca i spokojnie przeanalizuj skład.

Każde E ma swoje oznaczenie grupowe. Wśród grup kryją się:

  • E100 – barwniki
  • E200 – konserwanty
  • E300 – przeciwutleniacze
  • E400 – emulgatory
  • E500 – środki pomocnicze
  • E600 – wzmacniacze smaku
  • E900 – słodziki, nabłyszczacze
  • E1000 – stabilizatory, zagęstniki, konserwanty

Ważna informacja! Jeżeli dodatek do żywności jest rodzajem dodatku smakowo-zapachowego, a jego stężenie nie przekracza 1% masy produktu, to zgodnie z dyrektywą unijną, nie trzeba go specyfikować, a to znaczy, że nie znajdziemy go na liście E.

Jak już wspomniałam, nie każde E jest złe. Są też takie dodatki, które są w pełni naturalne i które nie są wytworem fabryki. Znajdziemy je np. w warzywach. Przykładem niech będzie  E162 czyli czerwień buraczana. I nie musicie się jej obawiać, ponieważ jest to nic innego jak naturalny barwnik, który występuje w burakach. Stąd taki piękny kolor botwinki czy barszczu na wigilijnym stole J  Szukając informacji o szkodliwości E, znalazłam wiele artykułów, które wzajemnie się wykluczały. Dość kontrowersyjny okazał się np. karmel czyli E150a, który przez jednych był uznawany za nieszkodliwy dodatek, a przez drugich za dodatek, którego należy się absolutnie wystrzegać. Próbowałam znaleźć artykuły naukowe z pełną listą dodatków i ich szkodliwości, ale niestety nie udało mi się znaleźć takich informacji na stronach instytucji naukowych. Całe szczęście znalazłam ten link, na którym znajdziecie przetłumaczone dyrektywy i rozporządzenia Komisji Europejskiej, a wśród nich listę wszystkich dodatków:

https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/?uri=celex%3A32011R1129

Warto też odwiedzić stronę EFSA czyli Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa żywności, na której publikowane są regularnie informacje prasowe dotyczące badań nad poszczególnymi dodatkami.

Gdy zaczynałam research do tego artykułu, miałam na niego zupełnie inną wizję. Ale po przeanalizowaniu jak wiele jest dodatków, zrezygnowałam z opisania każdego z nich. Postanowiłam się skupić na tych dobrych, abyście je zapamiętali. Dlaczego? Bo wtedy widząc je na opakowaniu, nie odrzucicie go od razu tylko skojarzycie sobie, że to nic złego.

Na koniec przypominam, że chociaż dyrektywa mówi, że żaden z dodatków nie zagraża naszemu zdrowiu, to jednak ich nadmiar może wpływać na nasze zdrowie. Pamiętajcie też proszę, że nad wieloma z nich cały czas są prowadzone badania, dlatego nasza wiedza może być nieaktualna lub niedługo się zdezaktualizować. Warto śledzić najnowsze doniesienia związane z tym tematem. Umiar jest wskazany, natomiast nadmiar zawsze szkodzi. Dlatego ja sama rezygnuje z tego, co nienaturalne i nie wybieram produktów, które w składzie zawierają np. E211 czyli benzoesan sodu – najczęściej spotykany w humusie czy też E175 czyli złoto. Tak na logikę: czy normalnie zjedlibyście złoto? Oczywiście że nie, a pojawia się on coraz częściej w dodatkach do ciast czy brokatowych napojach.

Poniżej znajdziecie grafikę, na której wymieniam dodatki nieszkodliwe i naturalne. Jest ich wystarczająco dużo, dlatego spokojnie możecie ją pobrać, wydrukować czy po prostu zapisać w telefonie. A jeśli będziecie z niej korzystać, pamiętajcie żeby w social mediach oznaczać mnie @fitness_dorota #fitnessdorota abym mogła znaleźć wasze zdjęcia świadomych zakupów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *