Wiem, wiem. Hygge już wszyscy znają i wszyscy już przeczytali wszystkie książki, które zostały napisane na ten temat. Ale ja jak zwykle spóźniona z czytaniem, nadrabiam zaległości. I pewnego wieczoru usiadłam na kanapie i zniknęłam na 2 godziny.

Z natury jestem cholerykiem i strasznie się niecierpliwie. Do tego wszystkim się przejmuje i mam wrażenie, że tylko ja tak mam. Kiedy wszyscy inni stwierdzają „co ma być to będzie”, ja się stresuje, że na pewno coś pójdzie nie tak. Dlatego gdy tylko usłyszałam (już dawno temu) o książce Marie Tourell Soderberg, stwierdziłam że muszę ją mieć. I tak dostałam ją w prezencie dawno temu, ale przeczytałam dopiero w zeszłym tygodniu.

Jak w transie czytałam strona po stronie o tym, jak w rzeczach codziennych znaleźć szczęście. To było coś, czego ja, wiecznie zestresowana, potrzebowałam. Znając zjawisko hygge już wcześniej mówiłam o niektórych sytuacjach, że są moim hygge, ale po lekturze stwierdziłam, że bardzo bym chciała mieć coś z natury Duńczyków i szukać pozytywów nawet w najmniejszych rzeczach. I tak zaczęłam robić. Punktem wyjścia, i idealnym opisem, czym jest dla mnie hygge, jest ten cytat z książki:

„Dla mnie hygge to chwila swobody, kiedy nie ogranicza mnie czas, obowiązki, stres czy ważne sprawy. To moment miłości i ciepła, czas na drobne przyjemności: grę w karty, książkę albo kąpiel. Hygge to dodatkowy czas, który daję sobie na to, żeby w pełni rozkoszować się wyjątkową chwilą, a równocześnie coś, co w magiczny sposób dzieje się każdego dnia – wystarczy to zauważyć.”

I tak obserwowałam swoją codzienność i znalazłam moje Hygge:

Poranne zabawy w łóżku i przytulanie z mężem i synkiem

Kawa podczas drzemki dziecka

Przytulanie mruczącego kota…

 

Dostrzeganie nagłego rozwoju dziecka: to jest niesamowite jak dzieci szybko rosną i uczą się nowych rzeczy poprzez obserwacje.

Tak swoją drogą, uwielbiam to zdjęcie Młodego. Idzie sobie żwawo, radośnie po bulwarach ciesząc się najmniejszymi szczegółami, które dla nas nie mają znaczenia. Prawdziwy hyggowiec z niego 😉

Długa kąpiel w wannie pełnej piany

Spokojne czytanie książki wieczorem, będąc już w łóżku

I na sam koniec, co by monotonnie nie było, moich hygge są po prostu mój syn i mąż. Gdy się bawią nic mnie nie interesuje. Uwielbiam obserwować ich zabawy. To naprawdę wciąga 🙂

 

 A co jest waszym hygge?

Jeśli się podobało, daj znać:

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close