Czytacie ten tytuł i zapewne myślicie sobie, że odpowiedź doskonale już znacie. No bo co trener może mieć do powiedzenia odnośnie aktywności fizycznej? Że trzeba się ruszać i tyle! I to prawda, ale…moje podejście do aktywności trochę się zmieniło w ostatnim czasie.

Co to znaczy być aktywnym?

Czy wiecie, jaka jest zalecana minimalna aktywność fizyczna? Na pewno słyszeliście o słynnych 10 000 kroków, które powinniśmy wykonywać każdego dnia. Chociaż prawda jest taka, że ostatnie zalecenia mówiły o ośmiu tysiącach, ale dziesięć to taka ładna okrągła liczba i łatwa do zapamiętania 😉 Te kroki to suma wszystkich kroków, które wykonujemy w ciągu 24 godzin. Liczą się zarówno te wykonane po mieszkaniu (choćbyście szli tylko z pokoju do łazienki), jak i te zrobione podczas zakupów czy spaceru.

Jednak nie każdy z nas ma dostęp do krokomierza czy aplikacji na telefonie. Tak, nie każdy, bo mówię tutaj też m.in. o osobach starszych, które nie zawsze chcą mieć dostęp do najnowszych technologii, bo się w nich najzwyczajniej gubią. Dlatego też jest drugi wskaźnik, a w zasadzie zasada: ruszamy się 3 razy w tygodniu po 30 minut. I tutaj oznacza to np. trening na siłowni, jak i spacer po parku. Wydaje się trudne do wykonania? Jeśli macie psa, to po prostu nie żałujcie mu ruchu tylko wyjdzie z nim właśnie 3 razy w tygodniu na dłuższy spacer albo zaproście na spacer babcie lub sąsiadkę, która spędza samotnie czas w domu.

10 000 kroków lub aktywność 3×30 pozwalają na zachowanie obecnej sylwetki i zapobiegają przybieraniu na wadze – oczywiście pod warunkiem stosowania zbilansowanej diety. To nie jest naprawdę wiele, bo jak się przyjrzycie swoim codziennym obowiązkom, to szybko powinniście zauważyć, ile tak naprawdę przemieszczacie się z domu do pracy, sklepu czy na spotkania. Oczywiście nie jest to wyznacznik dla każdej osoby, ponieważ coraz częściej przystanki autobusowe czy tramwajowe mamy pod samym blokiem, a i coraz więcej osób posiada samochód. Dlatego nasza aktywność spada do ostatecznego minimum, a lekarze, dietetycy i WHO biją na alarm i ostrzegają przed epidemią otyłości.

Okiem trenera: czy to wystarczy?

I teraz być może część z was zaczyna sobie zadawać pytanie: i co na to powie nasza trenerka? Cóż, kiedyś bym wam powiedziała, że jeśli chcecie osiągnąć coś więcej, to taka ilość aktywności to zdecydowanie za mało. Ale też nie do końca. Bo inny będzie efekt spacerowania trzy razy w tygodniu po pół godziny, a inny gdy zamiast spaceru wybierzemy crossfit lub trening na siłowni. Wiadomo od razu co pozwoli nam na spalenie większej ilości kalorii. Dlatego też jeśli zależy wam na tym, aby schudnąć, wyrzeźbić sylwtkę lub poprawić kondycję, to sam spacer to za mało. Jeśli natomiast zmagacie się z dużą otyłością (lub ktoś z waszej rodziny czy znajomych), to wtedy ten spacer będzie dobrym pierwszym krokiem do tego, aby zacząć dbać o siebie.

Gdy zaczynałam pracę jako instruktor miałam bardzo dużo energii, którą zawsze poświęcałam na jak najmocniejsze treningi. Pamiętam też rozmowę z koleżanką, która miała już 10 lat doświadczenia w pracy jako trener i instruktor. Powiedziała wtedy, że dla niej te wszystkie skoczne aktywności to już za dużo i ona teraz preferuje spokojniejsze zajęcia, tj. pilates czy fitball (przykładowe ćwiczenia z piłką znajdziecie TUTAJ). Stwierdziła, że co się już miała wyskakać, to się wyskakała. Wtedy tego nie rozumiałam, ale teraz to się zmieniło. Chociaż nie jest też tak, że całkowicie zrezygnuje z zajęć, po których hektolitry potu spływają mi po plecach 😉 Jednak w swoim życiu zaczęłam potrzebować też wyciszenia.

Gdy ciało mówi dość

Często to powtarzam, ale rola mamy wiele zmieniła w moim życiu. Nie wiedziałam w końcu ile pracy i wysiłku wymaga opieka nad dzieckiem. Doszło do tego, że doprowadziłam się do prawie skrajnego wycieńczenia. Spałam po 3 godziny na dobę. Wstawałam wcześnie rano do dziecka, którym zajmowałam się do godziny 17, potem szłam prowadzić zajęcia do godziny 20, a następnie, o ile dziecko już spało, siadałam do zleceń z copywritingu, nad którymi siedziałam do późnych godzin nocnych. Stąd też zapadła u mnie decyzja o zawieszeniu działalności. Liczne kontuzje i bolesność wielu stawów spowodowała, że musiałam na jakiś czas zrezygnować z treningów. Moje ciało mówiło głośno i wyraźnie, że ma dość.

Przerwa w treningach trwała u mnie prawie rok. Z początkiem roku wróciłam na treningi, ale swoje własne. Momentami znów czuję się jak początkująca. Wtedy też przez głowę przechodzi mi myśl, żeby jednak spróbować więcej i mocniej. Ale całe szczęście włącza mi się hamulec, który przypomina mi o tym, do czego doprowadziła mnie moja „treningowa zachłanność”.

Stąd też zmiana podejścia do aktywności fizycznej. Jeszcze nie tak dawno bym powiedziała, że jedyny właściwy trening to ten, który odbył się na siłowni albo na sali fitness (pod warunkiem, że były to mocne zajęcia, a nie „nudy” jak zdrowy kręgosłup). Teraz jednak z pokorą – i lekko spuszczoną głową – raz w tygodniu stawiam się grzecznie na najnudniejszych zajęciach na świecie czyli zdrowym kręgosłupie 😉 I jest mi z tym dobrze 🙂 Już nie usłyszycie ode mnie, że jeśli wybraliście zumbę czy jogę, to według mnie za mało. Nie. Teraz istotne jest dla mnie to, że w ogóle gdzieś chodzicie i to regularnie.

Nie zamykam się też na to, że wszystko powinno być prowadzone jednakowo i regularnie. Znów powołam się na siebie i swój powrót do aktywności: teraz chodzę i testuję różne zajęcia. Wybieram spośród nich to, co mi najbardziej odpowiada. Jeśli coś mi danego dnia nie pasuje, idę na siłownię. I nie ważne czy tego dnia powyciskam żelastwo na siłce czy też poruszam biodrami na latino – bilans jest jeden: byłam danego dnia aktywna.

I to jest teraz myśl, którą zamierzam przekazywać każdemu, kto nadal nie jest przekonany do ruszenia się z domu. Nie ważne co i nie ważne w jakim tempie. To ma być twoje tempo, a aktywność ma ci odpowiadać. To, czy będziesz tylko tańczyć czy może połączysz to z jogą lub zajęciami prozdrowotnymi, jest mniej istotne niż to, czy w ogóle się ruszysz.

Dlatego też jeśli tego ode mnie nie słyszeliście, albo nie czytaliście u mnie: Hej, cokolwiek trenujesz, dobrze że to robisz 🙂

Ciekawa jestem, czy u was też nastąpiła jakaś zmiana odnośnie wyboru zajęć czy treningu czy może od wielu lat jesteście wierni jednemu rodzajowi aktywności? Koniecznie dajcie znać w komentarzach.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *