I kolejny miesiąc za nami. Czas pędzi jak szalony. Przynajmniej dla mnie. Ale to nic. Lada moment i zastanie mnie lato 😉 To teraz sprawdźmy, co ciekawego wydarzyło się w kwietniu.

Jak widzicie wpis jest lekko spóźniony, ale miesiąc zakończyłam z przytupem: rozchorowałam się.

W tymi miesiącu na 5 weekendów aż 2(!) miałam wolne 😉 Szkolenie na które uczęszczam pochłania mi weekendy i mocno eksploatuje fizycznie i psychicznie. Czuję się cały czas przemęczona, ale już bliżej końca niż dalej i wszystko wam opowiem. Tyle że jeszcze nie wiem dokładnie kiedy, bo wszystko kończy się egzaminami, a dopóki nie będę mieć ich zdanych, to nic nie będę mówiła 😉

A tak poza tym to w sumie stara bida. Niektóre dni wydają się być przekopiowane co do minuty, a inne z kolei non stop mnie zaskakują.

Nadal staram się korzystać jak tylko mogę z pięknej pogody, ale wiecie: kwiecień plecień, bo przeplata, raz hamburger, raz sałata. No dobra, hamburgerów nie ma, za to zimniejsze i brzydsze dni były, a ja przez nie czułam się prawie jak w zimie. Kombinowałam jednak jak mogłam, żeby mijały szybko, a w te cieplejsze dni korzystałam z pięknej wiosny.

Udało nam się nawet pierwszy raz w tym roku pobawić w piaskownicy

W kwietniu znów zaczęłam kombinować nad rozwojem firmy. I teraz Nobel dla tego, kto mi powie, jak to robią przedsiębiorcze matki, które spędzają pierwsze 3 lata życia dziecka z nim w domu, a mimo to prowadzą sprawnie swoje firmy. Jakieś pomysły? Mój youtube nadal cierpiał nad brakiem nowych filmików, bo moje dziecko całkowicie uniemożliwiało mi pracę. Naprawdę chętnie poznam sekrety tych kobiet, to jak tak to ma wyglądać, to prędzej firma zacznie kurzem obrastać… Bo tak w ogóle to odkąd młody zaczął się coraz więcej przemieszczać samodzielnie, to ja w sumie nie jestem w stanie wiele zrobić. Czasami totalne nic. Dlatego w tym miesiącu dużo zdjęć jest typowo rodzinnych albo związanych z dzieckiem 😉

Generalnie to nawet na zajęciach teraz młody się więcej rusza niż ja. Fit mama…hmmm…chyba fit dziecko 😉

Nie ma to jak podłubać mamie w nosie, kiedy robi zdjęcie.

Ale na zajęciach zawiera się też przyjaźnie 🙂

Obecnie więcej czasu poświęcam na zabawę …

…niż na treningi

Ale ale…FANFARY…. na youtubie pojawił się nowy filmik z przykładową rozgrzewką 🙂 Kto nie widział, migusiem klikajcie w link i nadrabiajcie zaległości.

Ostatni weekend miesiąca rozpoczyna dla mnie sezon na wyjazdy na działkę. Przyznam, że już się nie mogłam doczekać, bo lubię na trochę zaszyć się na wsi i pobyć w leśnej ciszy 🙂 Taaaa…jak to było z tą pogodą? A tak: zimno, szaro i ponuro, jak na typową polską jesień przystało 🙁 Do tego jak wspomniałam na początku, rozłożyła mnie choroba. Zresztą nie tylko mnie, ale całą rodzinę. Przez to przez prawie 1,5 tygodnia czułam się wyłączona z życia. Nie miałam na nic siły i stałam się zrzędliwym skrzatem 😉

Przestałam być też na bieżąco z tym, co się dzieje w internecie, ponieważ moje dziecko zaczęło chodzić. Dumna mama musi się pochwalić. Jednak minusem jest to, że często podchodzi i trzeba z nim chodzić po całym mieszkaniu w kółko…np. przez 2 godziny. Czasem się przypominało, że np. nie dopiłam kawy albo nie dokończyłam śniadania.

Blog udało mi się prowadzić wyjątkowo aktywnie 🙂 Dzięki temu mogliście dowiedzieć się, jakich trenerów unikać oraz tego czy wybrać klub lokalny czy też sieciówkę. Ponieważ znów odżyła dyskusja na temat treningu na trampolinach, to postanowiłam wypowiedzieć się u siebie w tym temacie. Opowiedziałam też o tym jak się nie dać presji otoczenia, a także przedstawiłam wam 2 osoby, które można stawiać jako wzór do naśladowania: w serii Fitstagram przedstawiłam Pamelę Reif, a kwestionariusz dotyczący fit-nawyków blogerów wypełniła Matylda z bloga calm-station.

I to by było na tyle. Żegnaj kwietniu, witaj maju 🙂 Proszę, bądź dla nas lepszy pod względem pogody.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Jeśli się podobało, daj znać: