I wtedy przyszedł maj…i przyniósł jesień 🙁 Czy tylko ja mam wrażenie, że w tym roku pogoda robi nas w konia? Zwykle w maju co weekend nie ma mnie w Warszawie. Ale nie w tym roku. Co poza tym przyniósł tegoroczny maj?

Ok, powinnam się też trochę wytłumaczyć, dlaczego przez miesiąc nic nowego się tutaj nie pojawiało. Zatem po kolei.

Zacznijmy od początku czyli od majówki. Miałam jechać na działkę. Miał być tydzień wolnego. Czułam się przemęczona i czekałam na wyjazd od długiego czasu. Zamiast tego wspomniana w podsumowaniu kwietnia choroba, ciągnęła się w sumie przez prawie kolejne 2 tygodnie. Co więcej, jednego dnia (a konkretniej nocy) było tak źle, że nawet ja, osoba która uważa, że wizyta lekarska konieczna jest naprawdę w ostateczności, myślałam o tym, czy nie wezwać pogotowia. Całe szczęście kryzys szybko przeszedł. Dlatego też nigdzie nie wyjechałam. Poza tym pogoda totalnie nie sprzyjała. Momentami miałam wrażenie, że znów jest jesień, a ja czułam się dokładnie tak jak w październiku czy listopadzie: nic mi się nie chciało, byłam ciągle śpiąca i zdemotywowana. W związku z tym włączyło się mi samopoczucie zołzy.

Chyba dopiero 5 maja zrobiło się trochę cieplej. Dobra dobra, tak naprawdę to tego dnia przyszło lato i to był bardzo miły i rodzinny dzień 🙂

W tym miesiącu skończyłam też szkolenie, o którym wspominam od 3 miesięcy. Był to kurs trenera personalnego, podczas którego na ok. 2,5 miesiąca świadomie wyrzekłam się wolnych weekendów. Całodniowe zajęcia były naprawdę wyczerpujące. Wbrew pozorom nie pod względem fizycznym, lecz merytorycznym. Część wiadomości, które już znałam, dotyczące treningów powtórzyły się, ale było też mnóstwo nowych, czasem wykluczających się nawzajem. Do tej pory rozkminiam niektóre z nich i zastanawiam się, co sądzę na ten temat i czy przedstawiona przez wykładowców teza mnie w pełni przekonuje. Miałam też okazję spróbować niektórych rzeczy po raz pierwszy, jak np. nordic walkingu po Fortach Bema oraz pokonania niektórych przeszkód na torze wojskowym na Wojskowej Akademii Technicznej.

Poza tym moje dziecko pochłonęło mnie do reszty. Jeszcze nigdy nie był tak zajmujący i żądny uwagi jak teraz. Ale wybaczam mu wszystko, bo zaskakuje mnie swoimi nowymi umiejętnościami każdego dnia. To właśnie jest to uczucie bezwarunkowej miłości, które doskonale zna każda mama.

Ale, ale…żeby nie było, że macierzyństwo to jedyne co się dzieje. Niestety nie zasypię was linkami do publikacji z youtuba czy wpisami z tego miesiąca, ale rzeczywistość mnie pokonała. Jedyne co się pojawiło na kanale, to trening z piłką. Kto nie widział, niech koniecznie sprawdzi. Chciałam być super mamą, super-blogerką, super-trenerką, super-żoną i super-przedsiębiorcą w jednym. Niestety, z małym dzieckiem ciężko to wszystko połączyć tak, żeby było idealnie. Ze względu na kurs, który stał się dla mnie priorytetowy, wiele rzeczy ucierpiało, ale tak to już jest w życiu. Z perspektywy czasu widzę jednak, że muszę nauczyć cieszyć się z małych rzeczy, tj. chociażby to, że zaplanowałam sobie na dany dzień 10 rzeczy do załatwienia, to nawet jeśli ich wszystkich nie zrobiłam, ale zrobiłam chociaż 3 z nich, to i tak jest dobrze. Dopiero w ostatnim tygodniu napisałam post o fitnessie dla dzieci.

Ufff! Zrobiło się mocno refleksyjnie, więc wracamy na luźne tory.

Koniec miesiąca, w pełni zasługujący na miano letniego, zrekompensował swój straszny początek. W końcu pojechałam na działkę i odetchnęłam od miejskiego zgiełku. Niby odpoczęłam, ale i tak nie było czasu na zrobienie wszystkiego co by się chciało 😉

Jeśli zaś chodzi o treningi to znów czuję przypływ mocy. Poprowadziłam znów zajęcia na trampolinach i przypomniałam sobie jak bardzo lubię mocno się spocić. I jak tylko pogoda dopisała, zabrałam fit-mamy z klubu, w którym prowadzę zajęcia do pobliskiego parku i zorganizowałyśmy trening z wózkami 🙂

Maj był w sumie napiętym miesiącem i muszę przyznać, że nawet się cieszę, że się skończył, bo rozładował moje akumulatory. Plany na kolejny miesiąc? Całe mnóstwo, ale nie wiem ile z tego zrealizuje. Będę się cieszyć tym, co mi się uda 🙂

Zapisz

Jeśli się podobało, daj znać: