Jest coś magicznego w tej dacie. Nigdy nie wiążę nadziei związanych z liczbami, ale po prostu podoba mi się to, jak wygląda ta data 😉 I proszę się teraz nie śmiać ze mnie, bo przechodzimy już do konkretów.

Jak co roku, a dokładniej to będzie mój trzeci raz, postanowiłam wybrać swoje one little word – czyli słowo przewodnik na kolejne 365 dni. A w przypadku roku 2020 to 366 dni (przypominam, że 2020 to rok przestępny, a zatem dostajemy dodatkowy dzień do działania).


I znów szukałam przez długi czas swojego przewodnika. Aż w końcu znalazłam. Ale zanim o tym powiem, to zacznę od podsumowania roku 2019.


Wspominałam już o tym, że odkąd jestem mamą, to nie robię postanowień noworocznych. Przy dziecku są one ciężkie do realizacji. Zamiast tego tworzę plany, co chciałabym osiągnąć w danym roku. Cele są związane zarówno z życiem prywatnym, jak i zawodowym. Nigdy nie tworzę długiej listy, bo nie chcę się później biczować za to, że większości rzeczy nie osiągnęłam lub nie zrealizowałam.


W zeszłym roku po raz pierwszy oprócz wyboru słowa, stworzyłam też vision board, w której zawarłam wszystko to, co miało mi towarzyszyć w 2019 roku.

Dla przypomnienia mój wpis o planach na rok 2019:

One little word i plany na 2019 rok


Jeśli zaś chodzi o vision board, to prezentowała się tak i znalazło się na niej:


czytanie książek
: udało się! Przeczytałam w sumie 22 książki. Gatunki były różne.

wczesne wstawanie: ostatecznie oświadczam, że nie jestem stworzona do porannego wstawania i uprasza się o niebudzenie mnie przed 8 rano 😉 P.S. tak, wstaje o 6:30 codziennie żeby odwieźć dziecko do przedszkola, ale do 8:30 jestem w trybie zombie.


oglądanie większej ilości filmów: również się udało. Znaleźliśmy czas na to, aby wspólnie z mężem oglądać ich więcej. Co więcej: nawet do kina poszliśmy! 😀 Poszliśmy na Avengersów (tak, jestem geekiem) i nie mogę przeżyć, że uśmiercili Iron Mana 🙁 Tego się nie robi 🙁 Ale cóż, no żyję z tym dalej 😉

robienie lepszych zdjęć: nie udało mi się osiągnąć poziomu osób, których fotografie podziwiam, ale i tak jak na niewielką ilość czasu, którą poświęciłam treningom fotograficznym, jestem zadowolona z rezultatów. Mam nadzieję, że wy też to widzicie, chociażby po wpisach kulinarnych i po zdjęciach, które je reprezentują.

więcej podróży: w 2019 roku zwiedziłam trzy nowe miejsca: Ciechocinek (do którego pojechałam żeby podreperować odporność swoją i dziecka), leżący po sąsiedzku Toruń, którym się zachwyciłam (i do którego planuję wrócić na kilka dni) i Krynicę Morską wraz z sąsiadującymi miejscowościami. Nie jest zatem źle 🙂 A że mój mąż dostał w prezencie gwiazdkowym 6000części puzzli, to już pyta, kiedy wyjeżdżam z Młodym, żeby mógł sobie poukładać w spokoju. Macie jakieś propozycje? Marzy mi się Wrocław, ale jestem otwarta i na inne lokalizacje 🙂 I ostatnio ciągle gdzieś „wpadam” na Poznań. Czy to jakiś znak? 😉


powrót do aktywności fizycznej: miałam bardzo dużą przerwę w treningach, ale już w pierwszych dniach 2019 roku zakupiłam karnet do klubu i korzystałam z niego na maksa! A potem Młody zaczął chorować, ja razem z nim i po pół roku umowy, a po 2 miesiącach nie używania, rozwiązałam umowę. Niestety nie miałam jak pogodzić treningów w klubie z opieką nad synem, bo wykupiłam karnet poranny. Natomiast w ostatnim kwartale wróciłam do pracy, a co się z tym wiąże także do prowadzenia zajęć.

udekorowanie balkonu: po przeprowadzce zmiana wystroju balkonu była prostsza 😉 Ale też ze względu na inne priorytety wykończeniowe, balkon mógł zostać zapomniany. Tak się nie stało i służył nam cały sezon 🙂

organizacja sypialni z biurem: nasza sypialnia ma 14m2 i jest prostokątna. Wiadomo więc było, że stworzy się w niej strefy. Dlatego cieszę się, że niewielkim kosztem udało mi się stworzyć w niej bardzo przyjemny kącik do pracy, w którym miło spędzam czas.

wyjazd nad morze: cóż, nie była to może super realizacja, bo nie spędziliśmy urlopu nad przejrzystą wodą, ale nad naszym Bałtykiem spędziliśmy tydzień czasu 😉 i nawet wykąpaliśmy się w morzu ;D

częstszy kontakt z naturą: spełnione. Co prawda nie bywałam na działce tyle, ile na początku planowałam, ale to ze względu na nowego członka rodziny, a dokładnie czworo członków czyli Malunię i jej kociaki 😉 Większość czasu spędziliśmy w Warszawie, ale jak tylko była możliwość, wychodziliśmy do parków i jeździliśmy na wycieczki.

wypoczynek w stylu hygge: o moim hygge pisałam oddzielny post, ale przyznaję, że zaniedbałam tą strefę. Dlatego bardzo chciałam, aby takie elementy jak cotton ballsy znalazły miejsce w mojej sypialni. Na parapecie w salonie stworzyłam przyjemne siedzisko, co również wpisuje się w nurt hygge. Jednak tutaj również pozostał lekki niedosyt.

zimowy wyjazd: krótko i na temat: ani czasu nie było, ani budżetu. No cóż…może innym razem 🙂

galeria zdjęć na ścianie: ZREALIZOWANE! Mój mały tryumf 😉

jazda na rowerze: start był dobry, bo zabrałam rower do serwisu, ale…najpierw usłyszałam pytanie „jakie dziecko będzie na nim jeździło”, a gdy pan usłyszał, że to mój rower, to się zdziwił. Później okazało się, że jego naprawa będzie kosztować więcej niż wartość roweru, więc zrezygnowałam. Zakup nowego roweru nie wpisywał się w budżet, więc niestety wycieczki rowerowe po Warszawie mi nie wyszły. Może w przyszłym roku pomyślę o zakupie nowego jednośladu. A jeśli macie jakieś modele godne polecenia, to chętnie zapoznam się z waszymi typami 🙂

kolekcja storczyków: nie jest to kolekcja, ale nadal jest to jeden storczyk, którego nie wymieniałam odkąd go kupiłam (czyli od wiosny). Co prawda kwiatów nie ma, ale liście żadne nie odpadły 😉 Mam nadzieję, że na wiosnę nowe pędy się pojawią, a mój storczyk zachwyci mnie kwiatami.

zdrowe odżywianie: tutaj pełen sukces! Nie dość, że w wakacje korzystałam z sezonowych dobrodziejstw natury, to jeszcze w ostatnim kwartale przeszłam na redukcję i przekonałam się jeszcze bardziej, jak doskonale działa na mnie świadome odżywianie.

spędzanie większej ilości czasu we dwoje: jednocześnie się udało i też nie. Udało się, bo chociażby zadbaliśmy o to żeby pójść do teatru czy do kina. Chodziliśmy też we dwoje do kawiarni czy na kolacje. W domu natomiast graliśmy w gry planszowe. Ale nadal mam niedosyt, dlatego ten czas we dwoje, a konkretnie jego większa ilość, nadal zostaje celem na rok przyszły.

powrót do pracy: najpierw planowałam powrót z początkiem marca, a potem stwierdziłam, że przed wakacjami już się to nie opłaca. Jest to związane ze specyfiką pracy trenera, dlatego tutaj nie będę się wdawać w dyskusję, co by inni zrobili. Wiem, że podjęłam dobrą decyzję. Wraz z nowym sezonem – czyli od września – znów pracuję i cieszę się, że wróciłam do prowadzenia zajęć 🙂

Podsumowując rok 2019 można zaliczyć do udanych, pod względem realizacji planów. Po vision board widać, że wiele z nich było bardzo przyziemnych, jak chociażby wszystko to, co związane było z urządzaniem mieszkania, ale tego właśnie potrzebowałam pod koniec 2018 roku. Mam też dowód na to, że jak się chce, to się znajdzie czas także na takie przyjemności jak czytanie książek, bo w ostatnich latach o tym zapomniałam. Cieszę się zatem, że udało się to wszystko zrobić sprawnie i bez zwłoki.

Co prawda rok 2019 przywitał nas maratonem chorób, ale już widzimy, że chyba jest lepiej (nie zapeszajmy). Mam nadzieję, że już wszystkie choroby za nami i nie będziemy znów tego przechodzić.

Najważniejszym wydarzeniem było oczywiście rozpoczęcie kariery przedszkolaka przez Młodego. Był pierwszy dzień mamy i taty i wzruszający występ w przedszkolu i w ogóle wiele pierwszych występów i świąt do obchodzenia. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że nie czekaliśmy do września, ale że zaczął chodzić już od stycznia. Sądzę, że to też dzięki temu, że wychorował się przed moim powrotem do pracy, ja wróciłam do prowadzenia firmy z entuzjazmem i chęcią do działania we wrześniu. No i nie muszę robić sobie co chwila przerw na zwolnienia. Cieszymy się też, że za nami jego operacja, którą tak naprawdę moglibyśmy wykonać dawno temu, gdyby nie lenistwo wielu lekarzy. Najważniejsze, że Młody jest zdrowy i wszystko jest już w porządku.

Plany na rok 2020

Gdy piszę ten post moja vision board jeszcze nie istnieje, ale zapewne gdy czytasz ten pomysł, to poniżej możesz ją już zobaczyć. Pomysł powoli się klaruje, ale nie jest kompletny. Moje one little word jest już wybrane, ale celów nie mam żadnych.

Jeśli zaś chodzi o plany, to skupiają się one głównie wokół mojej pracy:

  • w styczniu ruszam z akcją skierowaną do młodych mam i już na dniach będziecie mogli tutaj o niej przeczytać,
  • chcę stworzyć własny produkt do sprzedaży,
  • będę pilnować regularnego publikowania treści na blogu,
  • chcę rozwinąć instagram i dopilnować, by był on aktualizowany tak samo regularnie, jak blog.

Są też sprawy bardziej przyziemne, które tutaj mogą wydawać się nudne, dlatego nie będę się rozpisywać.

Plany związane z życiem prywatnym już częściowo wymieniłam:

  • chcę spędzać więcej czasu z mężem,
  • kontynuować tradycję wyjazdu 1+1 czyli mama i syn (o wrażeniach po moim pierwszym wyjeździe mogliście przeczytać),
  • zorganizować zimowy wyjazd w góry,
  • spróbować nowej aktywności,
  • wrócić do regularnej medytacji,
  • żyć bardziej eko i w stylu less waste – pilnować, by dawać przykład synowi, że dbanie o środowisko jest ważne i dać mu szansę na normalne życie,
  • i najważniejsze: wyluzować, odpuścić, mniej się stresować.

A teraz czas na najważniejszą część tego postu czyli przedstawienie mojego one little word na rok 2020. W tym roku tak naprawdę to są dwa słowa, ale przemówiły do mnie od razu. A są nimi:

Odwaga (courage), bo ciągle boję się podejmować „ryzykowne” decyzje związane z rozwojem mojej firmy. Zresztą w ogóle ze mnie taki tchórz, że ja się wielu rzeczy boję, ale czas to zwalczyć! Muszę być odważna i pewna w swoich działaniach i starać się osiągnąć to, co sobie wymarzyłam i zaplanowałam.

Niezależność (independence) również się z tym wiąże, bo czuję, że ciągle wybieram takie rozwiązania, które opierają się w pewnym sensie na działaniach innych, a ja sama wybieram te opcje, bo są dla mnie najbezpieczniejsze. Ale taki sposób „przetrwania” nie pozwoli mi zajść dalej. Ciągle będę tkwić w jednym punkcie, a tego nie chcę!

Wiecie już, dlaczego postanowiłam wybrać te dwa słowa. Powodem, które one będą mi też towarzyszyć jest mój syn, ponieważ chcę mu pokazać, że przez życie należy iść odważnie i nie polegać wyłącznie na innych. Chcę go nauczyć, że jeśli ma swoje marzenia, to musi mieć też odwagę do tego, by je spełniać. A czasem trzeba to robić niezależnie od innych.

A jak się prezentuje gotowa vision board 2020?

I to by było na tyle. I tak mam wrażenie, że długi jest ten post, więc gratulacje dla wszystkich, którzy dotrwali do końca 😉

A czy wy wybraliście już swoje one little word na rok 2020?

Przypominam, że idea one little word została stworzona przez Kasię z bloga worqshop 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *