Znasz to powiedzenie “czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”? Na pewno tak. Z dziećmi jest tak samo. Tak jak mówi się, że w pierwszych trzech latach życia dziecka kształtują się jego preferencje smakowe, tak też pierwsze lata życia decydują o tym, jakie dziecko może mieć preferencje w związku ze spędzaniem wolnego czasu oraz zamiłowaniem do aktywności fizycznej.

W tym wpisie powiem Ci, jak moja praca wpłynęła na postrzeganie mnie przez dziecko, ale też przyznam się do kilku błędów, które popełniłam, i które teraz próbuję naprawić. Bo na to nigdy nie jest za późno. Warto jednak mieć na uwadze to, że dzieci mają z natury zakorzenioną potrzebę ruchu. Kiedy my spokojnie siedzimy i jemy obiad czy czytamy książki, dzieci w tym czasie potrafią robić mnóstwo rzeczy i wiecznie się kręcić. Taka ich natura.

Mamo, a czy dzisiaj trenujesz z paniami?

Gdy mój syn miał 4 miesiące, poszedł ze mną do pracy. Jak widać zatem mój urlop macierzyński nie trwał zbyt długo 😉 Powrót zaczęłam od prowadzenia zajęć dla mam z dziećmi, więc mój mały ketelek był idealnym współprowadzącym. I tak pracował ze mną do swoich drugich urodzin. Kojarzył sobie, że mama nie pracuje, tylko mama ćwiczy z paniami 😉 W międzyczasie otworzyłam kanał na youtubie, na który nagrywałam krótkie filmiki z przykładowymi ćwiczeniami. Mój syn był świadkiem tym wszystkich czynności. To, że widział mnie ćwiczącą sprawiło, że w jego głowie wytowrzył się obraz mamy ćwiczącej. I nie ma tygodnia żeby mnie nie zapytał, czy dzisiaj będę ćwiczyć. A jak tylko wyciągam matę, to on jest na niej pierwszy 😉

Mea culpa!

Przejdę teraz do porad, jak zachęcić dziecko do ruchu, ale zanim to nastąpi, przyznam się do błędów. Otóż mam naturę leniwca, dlatego też sama muszę się często zmuszać do aktywności fizycznej. Tak, niezbyt chlubne wyznanie od trenerki, ale nie będę was oszukiwać, że zawsze mi się chce i że nie mam problemów z ruszeniem tyłka z kanapy. Miewam bardzo duże. I też moja natura podpowiada mi, że leżenie na kanapie, nie jest wcale takie złe. Prawda jest oczywiście inna i wszyscy doskonale wiedzą, że siedzący tryb życia sprzyja rozwojowi takich chorób jak cukrzyca, nadciśnienie, otyłość czy hemoroidy.

Dlatego też moim błędem wychowawczym jest zbyt małe zachęcanie dziecka do ruchu i do wychodzenia na dwór. Wygodnie jest nie wychodzić z dzieckiem i nie szukać co chwila łazienki czy też nosić ze sobą tysiąca zabawek, rowerka i hulajnogi. O znalezionych skarbach jak kamyczki, szyszki i patyczki już nie wspomnę 😉 Do pewnych rzeczy dziecko też musi “dorosnąć”. Mój egzemplarz bardzo lubił jak się go nosiło na rękach. I treningi siłowe treningami, ale ręce w pewnym momencie mogą odmówić posłuszeństwa i być przemęczone. Tak było u mnie, dlatego nie chciałam z nim nigdzie wychodzić, bo wiedziałam, że im dalej z nim pójdę, tym dłużej go będę musiała dźwigać. Tak samo zresztą kończyły się krótkie spacery. Dlatego argumenty, że on jest mały i ma małe nóżki, które się szybko męczą, chociaż prawdziwe, nie stanowiły dla mnie żadnego argumentu przekonującego mnie do tego, by ruszyć w daleką wyprawę i go nosić. Zwłaszcza, że mięśnie dziecka, żeby się wzmacniać, też muszą pracować. Nosząc go wszędzie, czy wożąc, na pewno nie pomagam mu zyskać siły w nogach.

W tym roku po raz pierwszy poszliśmy na dłuższy spacer, taki kilkukilometrowy. I w ogóle go nie musieliśmy nosić. I wtedy pojawiła się nadzieja! Zachęcona tym faktem wprowadziłam codzienne spacery.

Teraz nad tym pracuję, żeby jednak wychodzić z dzieckiem codziennie, tym bardziej że kwarantanna też zrobiła swoje i kiedy przez pierwsze tygodnie w ogóle nie wychodziliśmy z domu, to dziecko do tego przywykło. Teraz fajnie jest mu siedzieć, bawić się tylko lego i oglądać bajki. I wyobraźcie sobie, że mam czasem problem, żeby wyciągnąć go z domu. Oczywiście kiedy wyjdziemy to dziecko wraca zadowolone i mówi “jutro też pójdziemy na spacer”. Warto przy tym pamiętać jedną rzecz: NIE POKAZUJ, ŻE TAKI SPACER TO DLA CIEBIE MĘKA. Bo często tak jest, że rodzic ma zblazowaną minę, a dzieci to obserwatorzy, którzy doskonale to widzą. Taki czterolatek umie już powiązać fakty i wie, że spacer nie sprawia ci radości. I to właśnie my, dorośli, jesteśmy przyczyną lenistwa u dzieci.

Krok po kroku ku zdrowiu

Warto zacząć od wprowadzenia drobnych kroków. Takich właśnie jak spacer. I nawet na takim zwykłym spacerze, można pobawić się na sportowo. Dzieci uwielbiają się ścigać, dlatego warto wymyślić zabawę typu “kto pierwszy przy najbliższym drzewie”. Dla dziecka nie jest to żadna rywalizacja tylko zwykła zabawa. A może nawet nie taka zwykła, bo na pewno zaowocuje pozytywnymi wspomnieniami i skojarzeniem miło spędzanego czasu z rodzicami. Sprawdza się to nie tylko na przedszkolakach. Podobno chłopcy w wieku wczesno-szkolnym bardzo lubią ducha rywalizacji 🙂

Jeśli natomiast nie lubicie biegać (chociaż takie wyścigi to zazwyczaj udawanie biegów 😉 ), to możecie zabrać ze sobą lekką piłkę, którą będzie można toczyć, kopać, rzucać i używać na wszystkie możliwe sposoby, które tylko podpowie nam wyobraźnia.

Dzieci uczą się przez obserwacje i naśladowanie, dlatego to, jaki my damy przykład, będzie skutkowało wyborem dziecka. I możemy na plaży oczywiście leżeć plackiem (bo relaks też się należy), czytać książki (co też jest dobrym nawykiem), albo robić tylko babki z piasku, ale możemy też pograć w piłkę w morzu, możemy popływać, możemy skakać przez fale – to wszystko generuje ruch i jest aktywnością fizyczną. Jeśli jest miejsce można grać w siatkówkę plażową, w badmingtona, rzucać dyskiem. Można po prostu wiele! Wystarczy tylko pomyśleć 🙂 I bardzo ważne jest też to, by pokazać dziecku alternatywy spędzania czasu wolnego – dziecko nie rodzi się z wiedzą na temat rodzajów zabaw i aktywności. My, rodzice, uczymy ich tego poprzez POKAZYWANIE IM wszystkiego.

Warto też pamiętać o regularnej aktywności w naszym dorosłym życiu. Wiadomo, że opieka nad dziećmi zajmują wiele czasu, ale chociaż 30 minut treningu 3 razy w tygodniu, będzie lepszą alternatywą niż ciągłe siedzenie na kanapie. Treningiem nie musi być wyjście na siłownię czy do klubu fitness na zajęcia grupowe. To może być taniec, joga, rozciąganie, jazda na rowerze, na rolkach, na hulajnodze. Trening ma sprawiać przyjemność, a nie być kolejnym przykrym obowiązkiem.

Na koniec zdradzę wam patent, jak zadbałam o to, aby dziecko chętniej korzystało z hulajnogi. przede wszystkim potrzebna była cierpliwość, aby Młody nauczył się na niej dobrze jeździć. Jak już poczuł się pewnie postanowiłam, że będziemy do przedszkola jeździć na hulajnodze. W ten sposób zamiast samochodu używaliśmy nóg i kółek do pokonania dystansu 3km. Zdrowo dla nas i dla środowiska 🙂 Droga zajmowała nam średnio 30 minut, więc idealny czas na krótki spacer 🙂

Ok, jednak poprzedni patent nie był na koniec, bo koniec nastąpi dopiero teraz. Jeśli chcesz, żeby twoje dzieci były bardziej aktywne i nie wyrosły na pokolenie przyklejone do krzesła i kanapy, zrób jedną rzecz: OBUDŹ W SOBIE DZIECKO! Rozejrzyj się po sklepach sportowych, albo po pepco, bo znajdziesz tam akcesoria sportowe, które kojarzą się z twoim dzieciństwem. To które kiedyś całe dnie spędzało na podwórku, które bawiło się w podchody, aby później grać w berka, skakać na skakance, pójść na trzepak, a potem poskakać przez gumę, a na koniec jeszcze rozegrać krótki mecz podwórkowej koszykówki. To, które zawsze wychodziło z rakietkami na podwórko, żeby z kimś zagrać. Pamiętasz to? Ja tak! I koniecznie muszę z tym moim wewnętrznym dzieckiem zagadać 😉 Bo tamte czasy były bardzo fajne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *